poniedziałek, 26 lutego 2007
Opis wykonania czapki z nausznikami
Szczerze mówiąc mam ochotę zapomnieć już o zimie i zabrałam się za wiosenne robótki, a jeszcze dzisiejsza pogoda, czyli lekki mróz i padający deszcz (koszmar) skutecznie potęguje tęsknotę za wiosną.
Jednak w związku z wątkiem na forum gazety, dotyczącym czapki z nausznikami i wielu prośbom o opis, wyjęłam czapkę z szafki, przeliczyłam słupki i oto efekt.

Opis dotyczy czapki:
Robiłam ją z włóczki z domieszką moheru i wełny (nie pamiętam nazwy), na szydełku nr 5 (ale też dokładnie nie pamiętam bo to było ze 2 lata temu).
Czapka jest na 8-9 lat, jakbym robiła dla siebie musiałabym dodać ze 4rządki.
1rz. 6o. łańcuszka
2rz. 12 półsłupków
3rz. 24 słupki (po dwa w każdym z poprzedniego rzędu)
4rz. 48 sł. (j.w.)
5rz. *4 sł.x1 ; 1sł. x2* (tzn. w 4 kolejnych sł, wykonujemy po jednym sł, a w piątym sł wykonujemy 2 sł)
6rz. w każdym słupku poprzedniego rzędu wykonujemy po jednym sł.
7rz. *10 sł.x1 ; 1sł. x2*
8rz. *15 sł.x1 ; 1sł. x2*
9rz. - 15rz. wykonać jak 6rz.
Nauszniki
1,2rz. 11sł.
3,4rz. 10sł.
5rz. 9sł.
6rz. 7sł.
7rz. 5sł.
8rz. 4sł.
9rz. 3sł.
10rz. 2sł.
Wykończenie
Obszydełkować czapkę wraz z nausznikami rządkiem oczek ścisłych, tylko w części nad twarzą muszelkami.
Zrobić trzy chwosty, jeden przyszyć na czubku, dwa na końcach nauszników.

Mniejsza czapka pojechała na zajęcia i mogę ją "policzyć" dopiero wieczorem jak właścicielka czpeczki juz zaśnie :)

sobota, 17 lutego 2007
Wyjazdowo
Ostatnio troszke podróżowałam.
Byłam z synkiem na badaniach w Katowicach, bardzo nie lubię tych wyjazdów, są bardzo męczące. Jedziemy na noc jednego dnia i następnego po południu wracamy, natomiast w klinice spędzamy ok.6-7 godzin na czekaniu!!! Niestety jako pacjenci z innej "Kasy" jesteśmy traktowani gorzej. Jestem okropnie zła bo nic na to nie mogę poradzić, a nie jeżdżę tam bo mam taki kaprys, tylko dlatego,że mój synek ma problemy z oczami.W Trójmieście nie mogą nam pomóc, nawet Ci super specjaliści w Katowicach, po wielu badaniach nie potrafią nam powiedzieć co jest nie tak.

Za to w ostatni weekend byłam z mężem w Warszawie na balu karnawałowym.
Zdecydowaliśmy się w ostatniej chwili, ponieważ byłam świeżo po chorobie i słabo się czułam, ale pojechaliśmy. Było bardzo fajnie. Spotkaliśmy sporo znajomych których nie widzieliśmy od wakacji. Natomiast po balu, w niedzielę korzystając z wolnego czasu  (chyba w najzimnieszy dzień tej zimy) udaliśmy się na spacer po Warszawskiej starówce.
Bardzo ładnie prezentuje się Warszawa w zimowej szacie.



Syrenka pomimo mrozu nadal dumnie wypinała pierś :)



Podziwiałam również malarzy którzy niezważając na pogodę próbowali sprzedać swoje "dzieła"



Było baaaardzo zimno, ale spacerek nam się udał. Po spacerku wsiedliśmy w samochód i do domku. Po drodze jeszcze obiadek i na podwieczorek byliśmy w domu, gdzie czekały maluszki z moimi rodzicami.
Wieczorem miałam plany żeby wskoczyć do łóżeczka z grzanym winkiem i podziergać, ale w efekcie wskoczyłam z gorącą herbatka z cytrynką i miodem i zasnęłam chyba szybciej niż moje maluchy.

A dziś wraca moje córeczka z obozu. Wyjechała w zeszłą sobotę do Muszyny na narty. Wyjazd zaczął jej się dość pechowo, bo pierwszego dnia skręciła nogę (skacząc ze schodów w ośrodku) i dwa dni nie mogła jeździć na nartach, ale potem nadrobiła zaległości.
Teraz już jedzie do domku, a ma do przejechania całą Polskę i jak wyruszył autokar o 8 rano to pewnie dojadą do Gdyni dopiero ok. 24.
Już nie mogę się odczekać :)

12:32, gosia_arma , wycieczki
Link Komentarze (3) »
środa, 07 lutego 2007
Idzie luty.... tak było kiedyś :)
Mamy już luty, za oknem lekki mróz i prószy śnieżek, czyli aura stosowna do pory roku, co ostatnio zdarza sie rzadko.
Ostatnio troszkę chorowałam, więc podgoniłam swój zielony sweterek. Nie spieszyłam się z nim za bardzo, bo to raczej strój wiosenny, ale poniewż musiałm poleżeć w łóżeczku, to prace nabrały tempa. Mam już gotowy tył :


i widzę,że będę musiała powalczyć ze zwijajacym się brzegiem, ale pomyślę o tym jak skończę dziergać wszystkie elementy, zobaczę wówczas ile zostanie mi włóczki i zastanowię się jak sobie z tym poradzić.
Mam też już gotowe rękawy ( stan z dnia wczorajszego):



Pierwszy raz robiłam oba rękwy na raz, na jednym drucie i muszę przyznać sposób naprawdę super. Zrobiłam dwa rękawy w tępie jednego, no i rękawy wyszły identyczne!!!! Bardzo podoba mi się ten sposób, co prawda troszkę plątały mi sie nitki, ale nie ma nic za darmo :).
Teraz zabieram sie jeszcze za przód sweterka. Muszę zrobić go dość szybko, bo kolejną rzeczą do robienia jest sweterek lub pelerynka i torebeczka dla mojej córeczki która idzie w maju do Komuni.
Narazie nie mam jeszcze pomysłu ani z czego , ani jak to zrobić, ale myślę dość intensywnie :)
A może macie jakieś ciekawe pomysły, albo same robiłyście już coś do Komuni, pieknie uśmiecham się o każdą podpowiedź.

Dziś jeszcze pochwalę się Wam moim sweterkiem z podójnej czerwonej Zorzy, który robiłam w grudniu. Skończony został dokładnie 8 stycznia i czekał, na choćby małą fotkę:



Zdjęcie może nie najlepsze, ale kolor całkiem podobny do rzeczywistego.
Pierwszy raz zrobiłam plisy w które wszyłam zamek (na maszynie) i efekt jest super, ponieważ sweter bardzo ładnie wygląda zarówno z zapiętym jak i odpiętym suwakiem. A to jeszcze zbliżenie wzoru:



Tył sweterka jest robiony gładko tzn *6 o.p; 1 o.l.*. Na cały sweter poszło mi niecałe 60 dag włóczki. Sweterek się super nosi, jest ciepły i nie gryzie pomimo,że jest w nim aż 30% wełny.